Menu Podstawowe

Menu Dodatkowe

Moje nowe doświadczenia i przemyślenia...


Wypowiedziami – w różnych miejscach i na różne tematy – prowokowałem tak długo, aż w końcu się doigrałem. Zadzwonił telefon – tu Hipnotyzer (to mój sponsor), uważam za wskazane, abyś zastanowił się nad tematem „moja Wspólnota AA”. Bąknął też coś o Trzeciej Tradycji, o ogonie, który co trochę próbuje merdać psem i z nowym zadaniem zostawił mnie samego.


Moja Wspólnota AA, albo… noworoczne postanowienia


Na początku to ona nie była wcale taka moja, ta Wspólnota, mimo, że dość regularnie chodziłem na mityngi. Byłem po prostu alkoholikiem, który w trakcie terapii odwykowej brał także udział, z polecenia terapeutki zresztą, w mityngach AA.

Minęły lata. Pojawił się w moim życiu drugi sponsor (ale pierwszy z prawdziwego zdarzenia), brałem udział w warsztatach w Strzyżynie i Woźniakowie, zacząłem pełnić służby, wreszcie pracować z trzecim sponsorem. W życiu, także tym pozamityngowym (a może zwłaszcza w nim), zaczęły się dla mnie liczyć Tradycje, z którymi najpierw musiałem się przecież jakoś bliżej zapoznać… Wspólnota AA powoli stawała się coraz bardziej moja, choć proces ten nie przebiegał gładko i jednostajnie. Zawirowania następowały, a jakże! Zwłaszcza wtedy, gdy dochodziłem do wniosku, że ja już wiem najlepiej, że ja już wszystko rozumiem, znam receptę i teraz, to proszę tylko mnie uważnie słuchać, a na pewno wszystko będzie dobrze.

Prosty przykład. Swego czasu rozpętałem całkiem sporą burzę oburzając się na obłudę grup AA i całej Wspólnoty w Polsce, która siedzi w kieszeni Kościoła Katolickiego, płaci czynsze grubo poniżej stawek rynkowych i jeszcze twierdzi, że jest samowystarczalna. To pewnie wszystko prawda, ale… w tym momencie Wspólnota była chyba jednak mniej moja, niż wówczas, gdy sam na wzburzone fale lałem oliwę zgody i porozumienia przypominając, że...


Ciąg dalszy i dużo więcej w... moich książkach.


(Styczeń 2010)

alkoholik